Miski, nie wiadra

Sortujemy kampus, by wyłapać te perełki, piękniejsze i pewniejsze siebie. To dobrze, miło jest popatrzeć, popodziwiać, ponapawać się, uroda jest kojąca.
Wtykając nos gdziekolwiek poza granicami naszego kraju, słynącego z wódki i facetów odzianych w miks białych skarpet z sandałami, dostaje się migreny. Mam dwie zupełnie odbiegające od siebie wiadomości, jedną złą, drugą dobrą. Pierwsza dobra- panowie, Wasze modowe upodobania stają się trendy, unikajcie tylko proszę słynnych laczków kuboty. Zła- migrena nie wynika ze zmian klimatycznych, och, to byłby wyjątkowo optymistyczmy scenariusz. Ból głowy spowodowany jest przygnębiającą  ilością zgnilizny umysłowej Polek na tle pań o innej narodowości.
Owe miano zgnilizny przypisuję naszej, wołającej o pomstę do nieba, samoocenie. Wołający-o-pomstę-do-nieba, pewnie połowę tych dziwadeł polskojęzycznych źle interpretuję i pakuję w zdanie zupełnie niepotrzebnie. No nic, nie ma co analizować tych lingwistycznych anomalii, skupmy się na zgniliźnie, czyli błędnie pracującym rozumie. Włączmy tryb szczerości, klik, on-off, on. Następnie przejedźmy przez polskie abecadło do literki K. K jak Kompleks, nie ten basenowy. To niezmiernie popularne słówko, nieprawdaż? Kojarzycie? Przy włączonym wcześniej trybie, nie da się uniknąć odpowiedzi: ten wyraz jest nam super-hiper-cholernie bliski. Nie znam babeczki, która docenia swoje atrybuty w należytym stopniu. Plusy przysłonione są masą wad, niemal zawsze urojonych, bezpodstawnych, wyolbrzymionych. Panna o pięknej twarzy, talii osy, mocnych czarnych włosach, widzi jedynie nieco przyduże łydki, które popychają na balkon i zrzucają ją z niego. Pozostaje tylko placek na chodniku, obok którego wszyscy przechodzą z żalem lub obojętnością. Takimi plackami jesteśmy, moje drogie Polki.
"Insecurity" - Female Pastel Study
96% kobiet w naszym kraju, według badań, nie uważa się za ładne. Skala procentowa, pochwalę się niesamowitymi zdolnościami matematycznymi, to zakres od 1 do 100. 100-96 to, wyliczając skrupulatnie na kalkulatorze, upewniając się trzy razy, 4. Tak, 4% pań sądzi, uwaga uwaga, że są w miarę atrakcyjne. Statystyki tyłka nie urywają. Plasujemy się na końcu, tuż obok Japonek-nie tych konkurentek laczków kuboty, tylko niskich, żółtawych dam.
vintage college girls
Ciekawym następstwem kompleks-epidemii jest nietypowa ucieczka od materializmu. Na naszej liście zakupów nie widnieją już truskawki, mleko, czekolada, czy nawet pyszne Malibu. Gdy są wyprzedaże w Media Markt naszym priorytetem nie jest laptop ani iphone. Teraz na naszej ogromniastej kartce na lodówce napisane jest: KUP KONIECZNIE: prostszy nos, większy biust, ładniejszą waginę, ewentualnie przeszczep włosów. Nie żartuję, operacje plastyczne stają się bułką powszednią, obsmarowaną nutellą, niezdrową, ale wciągającą. Szokujące jest to, że obecnie nawet nastolatki idą tą ostateczną, wręcz ewakuacyjną jak dla mnie, drogą. Słyszałam, że istnieje pewna klinika w Polsce, która za miliony monet sprawi, iż człowiek ze sporą nadwagą po kilku- oj chyba kilkuset- cięciach, wygląda lepiej niż nie jeden sportowiec. Z tłuszczu tworzą mięśnie, nagle pojawia się kaloryfer. Uskuteczniają medyczny pieprzony Hogwart. Mając teraz pieniążki, jak widać, jesteśmy wszechmogący.
Chciałam filozoficznie ponarzekać, że choć kupno większego penisa i mniejszych uszu jest możliwe, to pewności siebie w kg na rynkach nie sprzedają. Niepoprawne jednak byłoby owe marudzenie, gdyż może właśnie operacyjna modyfikacja, pociachanie nożyczkami, wstrzyknięcie chemii, a wreszcie po długiej rekonwalescencji- świetny efekt- są nabytą na bazarze wyższą samooceną. Czy gra jest warta świeczki? Nie mnie oceniać. Wolę chyba żyć ze swoim przykrym dorobkiem na K i sama nad nim pracować. Przynajmniej nie ma ryzyka, że będę wyglądać jak Michael Jackson, a codziennej pielęgnacji czupryny nie zastąpi nakładanie na łeb wiadra. Skoro jesteśmy już przy wiadrze…
Wspaniale by było moje panie, gdybyśmy słowa wiadro w kontekście ukrywania swoich mankamentów nie znały, a żyły i czuły się jak miski. Nie te plastikowe, na moczenie brudnych skarpet. Jak miski- miss- najpiękniejsze z najpiękniejszych. Poza krajem zachwycają się naszą słowiańską urodą, a my co? Nie nakazuję zgłaszać się na castingi, nie w tym rzecz. Namawiam do czucia się atrakcyjnie, przymknięcia oka na mniej idealne aspekty i docenianie tych mocniejszych. Taka ze mnie mądrala? Nie, trzy razy nie. Sama z tym bezustannie walczę, skutki bywają różne, ale kwestia samej walki jest istotna. A podczas konkursów piękności, chociażby na  PG dostaję totalnej szajby! W pozytywnym znaczeniu, jestem na nich absolutnie zafascynowana. Nie tyle oszałamiającym wyglądem uczestniczek- nie umniejszając ich urodzie, lecz przede wszystkim imponują mi odwagą, pewnością siebie i wyłamaniem się z nędznych stereotypów o rozmemłanych, szaroburych, zrezygnowanych Polkach. Szlag, moim celem numer jeden od dziś, jest bycie miską dla samej siebie, pieprzę wiadra. Wszystkie pieprzmy wiadra!